poniedziałek, 4 marca 2013

Witaj Szkoło !?

Mój Syn niedługo idzie do szkoły, więc zaczynam obmyślać plan aranżacji jego pokoju i przystosowania go do potrzeb uczniaka. Fakt, mam jeszcze trochę czasu, bo jakieś pół roku, ale ja już tak mam, że lubię sobie po-planować. :)
I tak od dobrych kilu dni, w każdej wolnej chwili przekopuję setki stron w poszukiwaniu ciekawych inspiracji. Problem w tym, że sama nie wiem, czy ma to być jasny czy ciemny pokój, a mój Synek niestety nie przejawia inicjatywy, aby mi pomóc. Bo na wszystko, co zaproponuję, na wszystko co mu pokażę słyszę jedno suche O.K. 







Szczególną moją uwagę przyciągają siedziska umieszczone pod oknem na całej długości ściany. Myślę, że mogłoby się to świetnie sprawdzić w pomieszczeniach, w których są skosy.
Strasznie podobają mi się takie rozwiązania.












A poniżej iście królewski pokój....uroczy, piękny, fantastyczny... jasny i przestronny..jak dla mnie bomba...No ale, to co podoba się rodzicom nie zawsze ma odzwierciedlenie w upodobaniach dzieci
i na odwrót niestety :(




No i zrobiło się tak jakoś szkolnie! Zatem witaj szkoło! Przyznam szczerze, że ogrania mnie przerażenie na samą myśl o odrabianiu lekcji, moich nerwach i maślanych oczach mego Syna, kiedy to totalnie nie będzie kumał o co chodzi! Tylko, żeby nie było, że nie wierzę w jego inteligencję. Broń Boże! Takiego Mądrusa można tylko pozazdrościć, ale tak już chyba jest, że każdy musi to przejść. A najbardziej oczywiste kwestie są niestety dla tych małych umysłów nie do ogranięcia. No ale wszystko przede mną! Zatem głowa do góry i zajmujemy się aranżacją pokoju, a temat szkoły, będziemy zgłębiać, jak przyjdzie na to czas! 
Tymczasem ściskam Was mocno!

niedziela, 24 lutego 2013

Country

Zainspirowana dzisiejszą wyprawą na wieś postanowiłam poszukać prostych i eklektycznych wnętrz. 
Ale może od początku...obudziło nas piękne słońce zaglądające nieśmiało do naszej sypialni...hmm, co by tu zrobić z tak pięknym dniem?- zastanawiałam się cicho. Kilka telefonów i brygada zebrana- jedziemy na kulig, bo przecież trzeba korzystać z dobrodziejstw zimy! (choć w głębi duszy cały czas liczę, że są to już ostatnie jej podrygi). Więc były konie, ognicho, kiełbaski, jazda na sankach i nurkowanie w zaspach śnieżnych, no i oczywiście piękne wnętrza Gospody, w której gościliśmy!



Cały czas (i chyba już niezmiennie) pozostaję pod wrażeniem jasnych, białych wnętrz. Niby nic takiego, biała sofa i witrynka w stylu Shabby Chic w tle, ale urzeka cały czas tak samo. Zwróćcie uwagę na kryształowy żyrandol!





 Na koniec "kominek" Shabby Chic i bardzo ciekawy zegar...


 Ściskam gorąco!

sobota, 23 lutego 2013

Leniwie

Dziś opuściła mnie moja wena...Dzieciaki śpią, w domu panuje błoga cisza, a mi jak nigdy nie chce się nic robić.... fakt, daliśmy z rana trochę po robocie, bo i podwórko odśnieżone i Bałwan ulepiony i śnieżna wojna była... ale to tyle i nic więcej!
Nawet nie będę się wysilać, próbować wznosić na wyżyny, bo i tak nic z tego nie wyjdzie...Niestety :( Cóż czasami i tak bywa, że w głowie pustka a myśli krążą i krążą i wcale nie chcą się zlepić w jedną sensowną całość.... Dlatego postanowiam oddać się temu błogiemu stanowi nic nierobienia... a sobota dalej niech płynie leniwie.
Ale póki co, podrzucam kilka, jakże urokliwych wnętrz...
















środa, 20 lutego 2013

Gotowanie z Przedszkolakiem

Dziś koleżanka opowiedziała mi pewną historię, z życia wziętą z resztą, która przyznam szczerze mną wstrząsnęła. Jej córeczka, postanowiła pobawić się w przedszkole. Posadziła swoje lalki wokół małego stolika, rozstawiła zestaw obiadowy przed każdą z nich i rozpoczęła "wydawanie" posiłków. A na obiad była zupa.... Małgosiu- Twoja porcja, Kamilo- twoja- wyliczała mała Klara, zmieniając ton głosu.  Jakież było zdziwienie Magdy (bo tak nazywa się moja koleżanka), kiedy usłyszała- a co z bezmlecznymi? Może nie zaszkodzi....bach... i na kolejnym talerzu wylądowała porcja pachnącej, zabielanej mlekiem zupy.... Magda wprost nie mogła w to uwierzyć. Od razu wzięła na spytki małą Klarę, próbując wyciągnąć z niej jak najwięcej...kto tak robi i czy często takie sytuacje mają miejsce..jednakże dziewczynka milczała jak zaklęta.
Skąd w małej główce, czteroletniej dziewczynki utkwiły takie nazwijmy to skecze....? jak często mają miejsce takie sytuacje? Aż boję się myśleć...




Nawiązując do poprzednich postów, w dalszym ciągu pozostając w temacie kuchni, chciałabym poruszyć temat wspólnego gotowania- właśnie z przedszkolakiem. Na pewno słyszeliście wcześniej, że gotowanie z dzieciakami jest najlepszą metodą na wyrabianie u nich zdrowych nawyków żywieniowych. Statystyki pokazują, że dzieci chętniej spróbują "nowości" (czytaj: warzyw), jeśli mają swój udział w przygotowaniu posiłku. Ponadto, ekspozycja na nowe składniki pokarmowe regularnie poszerza listę produktów do spożycia (a ta w przypadku moich dzieci jest dla  przykładu baaardzo okrojona), co w przyszłości oczywiście procentuje.




Ale czy wiecie, że gotowanie z przedszkolakiem uczy rónież podstaw chemii, matematyki,  umiejętności językowych, sztuki a nawet czytania? Obcowanie w kuchni daje olbrzymie możliwości odkrywcze jak np. pozwala uzmysłowić sobie w jaki sposób poszczególne składniki się łączą, jak ze sobą reagują, w jaki sposób się zmieniają w trakcie gotowania. Gotowanie to również nauka podstaw arytmetyki....bo co warta jest lista składników, jeśli nie zostaną dopasowane odpowiednie ilości.... a ułamki w przepisach typu 1/4, 1/2 czy nawet 5/8 przecież rządzą!


Co więcej prowokowanie malca do tego, aby opisywał co widzi, co czuje, aby określił jak smakują poszczególne składniki zdecydowanie buduje jego słownik i rozwija kreatywność.
No i jeszcze coś.... wspólne czytanie przepisu uczy, jak śledzić wzrokiem wyrazy od lewej do prawej oraz jak odróżniać literki od cyfr. Czyli po prostu uczy czytać.
A na koniec najważniejsze....wspólne gotowanie pozwala świetnie spędzić czas i przede wszystkim być razem...i cieszyć się każdą chwilą.
W takim razie rodzi się więc pytanie: co tak często powstrzymuje rodziców przed wpuszczeniem dzieciaków do kuchni? 
Myślę, że po pierwsze brak wiary w to, że dadzą sobie radę...ale chyba przede wszystkim obawa przed bałaganem jaki po sobie zostawią.... 
Kochani! Nie bójcie się! Dzieciaki poradzą sobie w każdych warunkach, a Wam gwarantuję, że poradzicie sobie ze sprzątaniem.... Spróbujcie, bo naprawdę warto! Polecam!
 



poniedziałek, 18 lutego 2013

Pysznieeee

Niezmiernie mi miło, że mój blog odwiedza coraz więcej osób :) Obiecuję, że jak już "ogarnę" wszystkie funkcje bloga, to będzie tu coraz więcej wpisów. Póki co raczkuję, ale mam nadzieję, że będzie coraz ciekawiej...:)
Dziś chciałabym podzielić się z Wami kilkoma fotkami jadalni.....jakże różnych od siebie, reprezentujących totalnie różne style, ale jakże urokliwych i przyjaznych dla oka.... Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie!
Pierwsza jadalnia przyciąga uwagę dużymi przeszkleniami. Ale myś, że to głównie różnokolorowe poduszki wprowadzają pozytywny nastrój do tego pomieszczenia. No i bardzo podobają mi się te Ludwikowskie fotele...


Zdjęcie nr 2- uwagę przykuwa świetny żyrandol, jak również lampka nocna na srebrnej nodze w tle...Jak dla mnie trochę za jasno, choć przyznam, że kontrast w postaci ciemnego blatu i ciemnej podłogi daje świetny efekt. No i ta waga... ehh


Poniżej- głównie kolor stołu i poduszki dekoracyjne... nic dodać nic ująć.



A tu mamy iście pałacowe wnętrze... żyrandol, tapicerowane aksamitne krzesła, subtelny kominek w tle... Jak dla mnie..poezja!




I jeszcze kilka fotek....
I od razu zapachniało latem.... 




Żyrandol, żyrandol, żyrandol!


 




I dwa ostatnie na dziś zdjęcia...totalnie różne, ale każde w swoim stylu.







czwartek, 14 lutego 2013

Walentynkowo ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

Witam Wszystkich radośnie i ciepło.... Tak samo ciepło, jak przywitał mnie dziś z rana mój Syn...Mamo dziś są Balentynki- powiedział...Balentynki?- pomyślałam....zanim przebudziłam się na dobre i dotarło do mnie o co chodzi, dostałam już słodkiego buziaka...i od razu zrobiło mi się przyjemniej! Następnie nie omieszkałam sprostować, że chodzi o Walentynki a nie o Balentynki..A następnie zapytałam: Kacper- a co to są Walentynki? Hmmmm- usłyszałam. No to taki dzień, kiedy się daje serduszka ♥ :) 
Skoro tak, to i ja przesyłam Wam kilka










sobota, 9 lutego 2013

Śnieg pada, śnieg pada....

Witajcie, dziś bardzo szybciutko... gdyż sobota zapowiada się niezwykle pracowicie.... Co prawda, z takiej ilości śniegu nie ulepimy z Chłopakami bałwana, ale łopaty wracają do łask.... czyt. odśnieżania ciąg dalszy....:)

A skoro mowa o gadżetach ułatwiających życie, to i w kuchni takie się znajdą.... Zwróćcie uwagę  na te nietuzinkowe rozwiązania... Mam nadzieję, że i w Waszych domach, przynajmniej niektóre z nich znajdą zastosowanie...


Absolutny NUMER 1... szafka na łopatki, chochelki i tudzież podobne gadżety :)





NUMER 2.... pomysł na zmywaki




NUMER 3..... gdy sztućców ci u nas dostatek :)




No i wyróżnienia.......






No i mój faworyt...choć poza podium.... a to dlatego, że tematem przechowywania i małych przykuchennych spichlerzy, zajmę się przy najbliższej okazji...




środa, 6 lutego 2013

Zima, zima, zima.....

Spoglądam za okno i widzę, że sypie coraz mocniej... A po tej serii dodatnich temperatur miałam już nadzieję, że Wiosna nadchodzi wielkimi krokami :) Niestety, jak widać, będziemy musieli jeszcze trochę poczekać :(
Ale, żeby jakoś przetrwać i nie zamarznąć gdzieś po drodze, zostaje mi aromatyczna herbatka, z nutką owocową oczywiście...
i delikatny chillout płynący z radiowej Czwórki (Polecam!)
Przy okazji, zobaczcie na co dziś natrafiłam... Piękna biała kuchnia z wyspą oraz z wydzieloną częścią jadalnianą, olbrzymie przeszklenia i ciepła orzechowa podłoga... Wszystko to sprawia wrażenie niezwykłej lekkości... Przebywanie w takiej kuchni, nawet w tak pochmurny dzień jak dzisiejszy, daje duuużo radości. 

 
Czasami sobie myślę, że Zima mogłaby nie istnieć...no może za wyjątkiem gór... bo przecież zawsze można zatęsknić za śniegiem i co wtedy? Lub ewentualnie mogłaby trwać miesiąc..no góra dwa... A później już tylko piękna wiosna i upalne lato....:) Ach jak dobrze jest marzyć.... Chociaż z drugiej strony, gdyby nie było tych długich i chłodnych wieczorów, to kiedy palilibyśmy w kominku, delektując się  ciepłem z niego bijącym? Kiedy otuleni w gruby koc pochłanialibyśmy nasze ulubione pozycje literackie? Nie....! Cofam jednak to, co powiedziałam.... Niech wszystko biegnie swoim torem. Tylko bierzmy wszystko, co tylko możliwe, z każdej, nawet najkrótszej chwili!  I delektujmy się nią!
Ale wracając do tematu białych, radosnych i pełnych ciepła kuchni, załączam  jeszcze kilka fotek.









A swoją drogą, jak Wam się podobają szare ściany? Według mnie dodają szyku i elegancji...Myślę, że równie dobrze komponowałoby się bordo....choć nie wiem, czy nie byłoby zbyt ciemno... Zapraszam do dyskusji... A tymczasem ściskam Was mocno!